Maiałem ostatnio taka historię. Dostałem zawiadomienie że rozprawa
w sprawie rozbicia mi prawego boku w TS odbędzie się w piątek
18 czerwca 2004 na godzinę 9 : 00
jedziemy z ojcem. Przyjechaliśmy na 8 : 20 i czekamy na parkingu.
Ojciec do mnie mówi że pójdzie i zobaczy gdzie to jest.
20 min. Wraca. Cały uchachany. Mówi domnie że na 9 : 00 są 4 sprawy a posiedzenie dla wszystkich 4 spraw trwa 15 minut
myślałem że spadne z siedzenia ze śmiechu. Ale OK. Czekamy do 9 : 00. 8 : 55. Idziemy pod pokój numer 123.Protokulantka wzywa pierw
jakąś babkę, a po 5 min znowu sie wychyla i mnie wzywa. Wchodzimy.
9 : 08 gdzieś była. Pani sędzina oświadcza mi że ten typek
(oczywiście nie stawił się , bo i po co) co mi stuknoł owszem przyznaje się
że uciekł z miejsca wypadku
to nie wie
Zaras zaras (sobie myśle) jak to: przyznaje się do tego że zwiał z miejsca wypadku ale go nie dokonał :0 .
Czegoś TU nie rozumiem.
Pani Sędzina wyjaśnia mi że Ona też TEGO nierozumie
A że bez oskarżonego to nic nie wskóramy, wię przekładamy posiedzenie
na 22 lipca 2004 roku na 9 : 00. (:-x kufa fajnie)
Wracamy do domu z takimi
Około 10 : 40 dzwoni komórka moja. Odbieram. Głos w słuchawce
przedstawia się że jest Protokulantką z Sądu Wydziału Grodzkiego. Ja w
szku jestem po tym co usłyszałem :0 :0 :0
Protokulantka mówi: Właśnie stawił sie oskarżony.... (ja: yyyyyyyy)
i pyta się czy możemy już sie niespotykać na następnym posiedzeniu.... :0
Ja: A dla czego mamy się nie spotykać ?
Pro: Oskarżony przyznał się do zażucanych mu czynów....
Ja: W takim razie zgadzam się....
I atak mam czekac około 2 tygodni na papier z Sądu
i udać się z nim do PZU (wreszcie po 4 miesiącach
I to by było na tyle
