Gorący wakacyjny dzień (ślub mojego najlepszego przyjaciela z czasu studiów i nie tylko) parking przy kościele kolegiackim w Szamotułach. Młoda para podjeżdża pod kościół piękną bryczką zaprzężoną w dwa konie. Parkuje swoją wypucowaną corsiczkę i udajemy się na długo wyczekiwaną ceremonię zaślubin. W połowie mszy wywyołują mnie z kościoła i na zdjęciach widać co zastałem na parkingu w miejscu gdzie zostawiłem moje autko.
Podobno jakiś "baran" robił zdjęcie koniom z zaprzęgiem, a błysk flesza spowodował u nich reakcje bardzo gwałtowną. Wysunęły głowy z uzd, pozrywały wszystkie paski i przez parking heja na miasto. Pech chciał, że moje auto stało na na brzegu rzędu i jeden z nich wskoczył na tył corsiczki. Pogoń za nimi trwała dość długo i zaangażowana w nią była cała szamotulska policja. Jeden koń wrócił do stajni na własną rękę, drugi niestety przewrócił się na kostce brukowej, złamał nogę i w centrum miasta został uśpiony (straszny widok):-(
Wesele dla mojej dziewczyny i dla mnie zaczęło się z kilkugodzinnym opóźnieniem (policja, świadkowie), ale po zastosowaniu środków uspokajająco-znieczulających
Przestroga dla wszystkich corsiarzy: UWAŻAJCIE NA KONIE!!! - nie tylko mechaniczne.

